Pachnie majem.
Nie wiem co jest ważne. Nie mam siły walczyć. Już nie chcę.
"Przepłynę wzdłuż ocean moich łez
Wrócę zanim słońce wstanie..."
Kawałki
piątek, 17 maja 2013
niedziela, 10 marca 2013
Kawałek terapeutyczny
Zauważyłam pewną prawidłowość. W moim życiu nie zawsze jest źle. Często jest dobrze. Ale jak jest dobrze to wcale nie chcę pisać, bo mam z kim się tym dzielić i mam mnóstwo sposobów na cieszenie się tym w rzeczywistym, pozainternetowym świecie.
Ale czasem jest źle.
Tak źle, że boję się otworzyć usta, bo każde słowo grzęźnie w gardle wraz ze łzami.
Tak źle, że nie mam już nawet ochoty mówić do kogokolwiek. Bo nie lubię płakać przy ludziach, bo nie lubię słyszeć "rozumiem, ale narzekanie Ci nie pomoże", bo tylko czuję się przez to gorzej i spadam, spada, spadam....
W dół.
I wtedy piszę. Czasem długopisem po papierze, a czasem palcami przebieram po klawiaturze.
Wolniej lub szybciej. I pojawiają się te moje żale. Ale nie muszę mówić.
Nie muszę mówić, że znowu nie wiem w co włożyć ręce, więc nie robię nic i mi to spada na głowę.
Że czasem boję się sama zasypiać.
Że czasem nie chcę się sama budzić.
Że czasem właśnie chcę być sama, tylko ze sobą, pod kołdrą i ze słoikiem nutelli.
Że nie wiem co ze sobą zrobić. W perspektywie zarówno krótko- jak i długoterminowej.
Że czuję się jakbym w niczym nie była dobra.
Że brakuje mi wsparcia.
Nie mówię. Piszę. Nie chcę by ktoś słyszał, ale może ktoś przeczyta.
Ale czasem jest źle.
Tak źle, że boję się otworzyć usta, bo każde słowo grzęźnie w gardle wraz ze łzami.
Tak źle, że nie mam już nawet ochoty mówić do kogokolwiek. Bo nie lubię płakać przy ludziach, bo nie lubię słyszeć "rozumiem, ale narzekanie Ci nie pomoże", bo tylko czuję się przez to gorzej i spadam, spada, spadam....
W dół.
I wtedy piszę. Czasem długopisem po papierze, a czasem palcami przebieram po klawiaturze.
Wolniej lub szybciej. I pojawiają się te moje żale. Ale nie muszę mówić.
Nie muszę mówić, że znowu nie wiem w co włożyć ręce, więc nie robię nic i mi to spada na głowę.
Że czasem boję się sama zasypiać.
Że czasem nie chcę się sama budzić.
Że czasem właśnie chcę być sama, tylko ze sobą, pod kołdrą i ze słoikiem nutelli.
Że nie wiem co ze sobą zrobić. W perspektywie zarówno krótko- jak i długoterminowej.
Że czuję się jakbym w niczym nie była dobra.
Że brakuje mi wsparcia.
Nie mówię. Piszę. Nie chcę by ktoś słyszał, ale może ktoś przeczyta.
sobota, 9 marca 2013
Kawałek rozczarowania
Myślałam, że są rzeczy, które robię dobrze. W których jestem najlepsza.
Nie ma.
Myliłam się. Tylko prześlizguję się po wszystkim. I kończę wciśnięta w róg kanapy.
Albo z głową pod kołdrą.
Nie ma.
Myliłam się. Tylko prześlizguję się po wszystkim. I kończę wciśnięta w róg kanapy.
Albo z głową pod kołdrą.
sobota, 29 września 2012
Kawałek jesienno-radosno-depresyjno-musztardowy
Mamy jesień i mamy ostatnią sobotę wakacji.
Mieliśmy ładną pogodę, spacer i rolki i trochę imieninowego świętowania. I radość.
A teraz ja mam deszcz, kanapę w kwiatki, echo w mieszkaniu i przeczucie, że znowu pozwoliłam zbyt wielu rzeczom się popsuć, bo bałam się ruszyć spod kołdry. Bo nie wiedziałam jak i po co. A teraz musi być zrobione, załatwione, gotowe na wczoraj, na miesiąc temu... a ja... się znowu zgubiłam.
I jak zwykle, zamiast się odnaleźć i ogarnąć, piszę. A to nic nie zmienia. Tylko gorzej mi ze sobą.
Usłysz mnie!
Mieliśmy ładną pogodę, spacer i rolki i trochę imieninowego świętowania. I radość.
A teraz ja mam deszcz, kanapę w kwiatki, echo w mieszkaniu i przeczucie, że znowu pozwoliłam zbyt wielu rzeczom się popsuć, bo bałam się ruszyć spod kołdry. Bo nie wiedziałam jak i po co. A teraz musi być zrobione, załatwione, gotowe na wczoraj, na miesiąc temu... a ja... się znowu zgubiłam.
I jak zwykle, zamiast się odnaleźć i ogarnąć, piszę. A to nic nie zmienia. Tylko gorzej mi ze sobą.
Usłysz mnie!
niedziela, 6 maja 2012
Kawałek majowy
Majówka w mieście.
Bez zębów, ze szwami w dziąsłach, z uśmiechem (w duszy, bo twarz spuchnięta), z upałami, słońcem i masą spacerów.
Wiatr we włosach, stopy w Wiśle (!), wspólne chwile, poranki, wieczory i w ogóle super tydzień:)
Szkoda, że musiał się skończyć.
Sama mieszkam. I bzem pachnie.
Bez zębów, ze szwami w dziąsłach, z uśmiechem (w duszy, bo twarz spuchnięta), z upałami, słońcem i masą spacerów.
Wiatr we włosach, stopy w Wiśle (!), wspólne chwile, poranki, wieczory i w ogóle super tydzień:)
Szkoda, że musiał się skończyć.
Sama mieszkam. I bzem pachnie.
niedziela, 5 lutego 2012
Kawałek literatury
"It
was still quite light out of doors, but inside with the curtains drawn and the
smouldering fire sending out a dim, uncertain glow, the room was full of deep
shadows. (...)
She
was quite composed, as she idly stroked the satiny coat of the cat that lay
curled in her lap; (...)
She knew that he loved her--a
frank, blustering fellow without guile enough to conceal his feelings, and no
desire to do so. (...)
Brantain slowly
arose; so did the girl arise, but quickly, and the newcomer stood between them,
a little amusement and some defiance struggling with the confusion in his face. (...)"
Kate Chopin, The Kiss
Po kilku latach nadal umiem wyrecytować te zdania. W tym samym rytmie. I F. też umie, i K... Czasem robimy to na raz zaśmiewając się do łez. Nawet gdy nie jesteśmy razem, obok tylko widzimy się na ekranie komputera.
sobota, 10 grudnia 2011
Kawałek nr. 31
-Puk, puk
-Kto tam?
-Puk, puk, puk, puk....
Tylko deszcz dziś do mnie puka. W szyby puka, spać nie daje, choć przecież powinnam się już dawno przyzwyczaić do deszczowego hałasu na dachowych oknach. Siedzę zawinięta w kołdrę, obok stygnie herbata, coś bym poczytała, ale na niczym nie skupiam uwagi, bo myśli latają gdzie chcą i uciekają przez okno, wskakują w pociąg i jadą w Gorce. Od jutra nie będą musiały, ale na razie tak robią.
Jutro już w południe zrobi się mniej pusto. Przyjaciółka zza morza zapuka do drzwi, wieczorem wróci M. z moimi podróżującymi myślami, a póki co jestem ja zawinięta w kołdrę, stygnąca herbata i laptop. Ale jest mi z tym dobrze. Bo wiem, że to tak jest dziś. I wdycham z uśmiechem aromat herbaty i grzeję stopy i trochę wkurza mnie deszcz, który nie daje mi zasnąć, ale to miłe w sumie. We wszystkim znajduję pozytywną stronę. Cieszę si, że znowu mi się to udaje:)
-Kto tam?
-Puk, puk, puk, puk....
Tylko deszcz dziś do mnie puka. W szyby puka, spać nie daje, choć przecież powinnam się już dawno przyzwyczaić do deszczowego hałasu na dachowych oknach. Siedzę zawinięta w kołdrę, obok stygnie herbata, coś bym poczytała, ale na niczym nie skupiam uwagi, bo myśli latają gdzie chcą i uciekają przez okno, wskakują w pociąg i jadą w Gorce. Od jutra nie będą musiały, ale na razie tak robią.
Jutro już w południe zrobi się mniej pusto. Przyjaciółka zza morza zapuka do drzwi, wieczorem wróci M. z moimi podróżującymi myślami, a póki co jestem ja zawinięta w kołdrę, stygnąca herbata i laptop. Ale jest mi z tym dobrze. Bo wiem, że to tak jest dziś. I wdycham z uśmiechem aromat herbaty i grzeję stopy i trochę wkurza mnie deszcz, który nie daje mi zasnąć, ale to miłe w sumie. We wszystkim znajduję pozytywną stronę. Cieszę si, że znowu mi się to udaje:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)