-Puk, puk
-Kto tam?
-Puk, puk, puk, puk....
Tylko deszcz dziś do mnie puka. W szyby puka, spać nie daje, choć przecież powinnam się już dawno przyzwyczaić do deszczowego hałasu na dachowych oknach. Siedzę zawinięta w kołdrę, obok stygnie herbata, coś bym poczytała, ale na niczym nie skupiam uwagi, bo myśli latają gdzie chcą i uciekają przez okno, wskakują w pociąg i jadą w Gorce. Od jutra nie będą musiały, ale na razie tak robią.
Jutro już w południe zrobi się mniej pusto. Przyjaciółka zza morza zapuka do drzwi, wieczorem wróci M. z moimi podróżującymi myślami, a póki co jestem ja zawinięta w kołdrę, stygnąca herbata i laptop. Ale jest mi z tym dobrze. Bo wiem, że to tak jest dziś. I wdycham z uśmiechem aromat herbaty i grzeję stopy i trochę wkurza mnie deszcz, który nie daje mi zasnąć, ale to miłe w sumie. We wszystkim znajduję pozytywną stronę. Cieszę si, że znowu mi się to udaje:)
sobota, 10 grudnia 2011
wtorek, 29 listopada 2011
Kawałek pogodny
Poranek mnie zaskoczył i o dziwo słońce wpada do mnie przez okno. I tak nic nie pozostało z planów narzekania na listopad, zimno i wichurę ;)
Nie po raz pierwszy zaskakuje mnie to jak bardzo pogoda ma wpływ na to co czuję i myślę i bardzo mnie cieszy ten mało deszczowy listopad. I to, że nadal nie spadł śnieg. A mój nastój w listopadzie zawsze zależał od pogody. I chyba po raz pierwszy nie dopadła mnie "listopadowa chandra".
I gdy tak świeci słońce, a ja zawinięta w sweter lub koc siedzę z kubkiem herbaty i dobrą książką to tak sobie myślę, że to najlepszy listopad w moim życiu.
Tak jak i wczorajszy wieczór.
Nie po raz pierwszy zaskakuje mnie to jak bardzo pogoda ma wpływ na to co czuję i myślę i bardzo mnie cieszy ten mało deszczowy listopad. I to, że nadal nie spadł śnieg. A mój nastój w listopadzie zawsze zależał od pogody. I chyba po raz pierwszy nie dopadła mnie "listopadowa chandra".
I gdy tak świeci słońce, a ja zawinięta w sweter lub koc siedzę z kubkiem herbaty i dobrą książką to tak sobie myślę, że to najlepszy listopad w moim życiu.
Tak jak i wczorajszy wieczór.
czwartek, 10 listopada 2011
A piece in English
Getting my life back.
Cooking, reading, scouting, English reading and writing...:)
Coffee, buses, fog. Too much fog... But I'm enjoying myself.
Cooking, reading, scouting, English reading and writing...:)
Coffee, buses, fog. Too much fog... But I'm enjoying myself.
poniedziałek, 24 października 2011
Kawałek spóźniony
Nie lubię się spóźniać. Nie lubię jak ktoś się spóźnia. Nie lubię jak coś się spóźnia. Na przykład moja gotowość na coś. Przyszła za późno i teraz mogę tylko patrzeć jak ktoś inny przeżywa moje plany i osiąga cele, których się bałam, a na które jestem już (ach, za późno!) gotowa. Więc teraz się przejmuję, martwię trochę, odbieram to co się dookoła dzieje jak osobistą porażkę, a to przecież czyjś sukces. Ajajaj... I taaaaaki kawał życia rozpada się na (nomen omen) kawałki.
A poza tym kawałek spóźniony, bo naprawdę tyle było pięknych dni! Ale za piękne były by spędzać czas przed komputerem i pisać, więc podejrzeć można głównie mniej cudowne kawałki mojego życia. Za co przepraszam i nieśmiało obiecuję poprawę. Jeśli i u mnie się poprawi. Ale chyba musi.
A poza tym kawałek spóźniony, bo naprawdę tyle było pięknych dni! Ale za piękne były by spędzać czas przed komputerem i pisać, więc podejrzeć można głównie mniej cudowne kawałki mojego życia. Za co przepraszam i nieśmiało obiecuję poprawę. Jeśli i u mnie się poprawi. Ale chyba musi.
wtorek, 18 października 2011
Kawałek przejęty
"Przejęty", bo się przejmuję. Im mniej mam na coś wpływ, im bardziej się wycofuję, tym bardziej się przejmuję i złości mnie masa rzeczy. Nie wiem czemu, nie wiem po co. Nie ma to znaczenia dla nikogo, tylko mi spędza sen z powiek.
Ale może to lepiej. Może warto. Może trzeba...
Może, może, może...
Ale może to lepiej. Może warto. Może trzeba...
Może, może, może...
czwartek, 13 października 2011
Kawałek układanki
Wszystko mi fika koziołki w środku. I nie mogę przestać się uśmiechać. I tańczę na spacerze z psem.
I jestem sobą. Musiałam zrobić kilka kroków wstecz, ale warto było. Nie można zawsze ślepo iść do przodu. Do góry. Teraz składam się na nowo. Mam po co. Mam siłę. Wracam do punktu wyjścia i zaczynam od nowa. Tak czuję, choć przecież wszystko idzie w przód. Ale dobrze mi tak. I już.
I jestem sobą. Musiałam zrobić kilka kroków wstecz, ale warto było. Nie można zawsze ślepo iść do przodu. Do góry. Teraz składam się na nowo. Mam po co. Mam siłę. Wracam do punktu wyjścia i zaczynam od nowa. Tak czuję, choć przecież wszystko idzie w przód. Ale dobrze mi tak. I już.
poniedziałek, 3 października 2011
Kawałek po wakacjach
Się skończyły.
Nad wyraz upalnie (niespodziewanie!) było w Paryżu, stopy odpadają, ale te nieskończone spacery nie dadzą się zapomnieć. Trudno po takim finale wracać do codzienności.
I trudno się budzić w samotności...
Sierpniowo-wrześniowe podróże małe i duże sprawiły, że te wakacje były chyba najlepsze. Najlepsze w życiu.
Dziękuję!
Nad wyraz upalnie (niespodziewanie!) było w Paryżu, stopy odpadają, ale te nieskończone spacery nie dadzą się zapomnieć. Trudno po takim finale wracać do codzienności.
I trudno się budzić w samotności...
Sierpniowo-wrześniowe podróże małe i duże sprawiły, że te wakacje były chyba najlepsze. Najlepsze w życiu.
Dziękuję!
niedziela, 18 września 2011
Kawałek wrześniowy
Ostatnia część wakacji zajęta najbardziej.
Plany, wyprawy, wypady... Tak w biegu. Skalnie i miejsko. Zwiedzam świat po kawałku. Czasem nie mogę ruszyć się z miejsca, a czasem biegnę w kierunku horyzontu. A on dalej ucieka.
Plany, wyprawy, wypady... Tak w biegu. Skalnie i miejsko. Zwiedzam świat po kawałku. Czasem nie mogę ruszyć się z miejsca, a czasem biegnę w kierunku horyzontu. A on dalej ucieka.
sobota, 3 września 2011
Kawałek rosnący. Może dorastający?
Poszłam dziś na ślub. Ślub znajomej. Takiej starszej trochę, takiej ważnej, bo pokazała sporo świata i zaraziła wielką pasją (i sprawiła, że do dziś zasnąć nie mogę jak po zbiórce zostawię w torbie zwinięty mundur i wstawać muszę i wieszać go na wieszak albo składać). I spotkałam trochę z dawna nie widzianych ludzi. I jeszcze jedną taką, co też ważna była. I tak patrzyłam... Myślałam... I słuchałam "jak myśmy wyrośli". I rzeczywiście. Przecież dopiero co był pierwszy obóz... A teraz tyle z nas było już na "ostatnim"...
Niemniej jednak, pomimo tych bardzo zadumanych momentów rozmawiało się fantastycznie. Chyba właśnie dlatego, żeśmy wyrośli:)
Niemniej jednak, pomimo tych bardzo zadumanych momentów rozmawiało się fantastycznie. Chyba właśnie dlatego, żeśmy wyrośli:)
piątek, 2 września 2011
Kawałek zachmurzony
Trzy razy próbuję się obudzić.
Za pierwszym jest jeszcze ciemno, więc przewracam się na drugi bok i powracam do snów o słońcu.
Za drugim - ilość chmur nad moją głową przekracza maksymalny poziom wakacyjnego zadowolenia, więc nakrywam głowę kołdrą, zwijam się w kłębek, bo z okna wieje jakimś zimnym, zdecydowanie nie letnim powietrzem. Znów zapadam się w poduszkę.
Za trzecim razem się udaje. Chmury chmurami, ale jest dziewiąta i głód wygania mnie spod kołdry. I tak zjem dopiero za 30 minut.
Dalej przez okno widzę tylko chmury, a stopy sztywnieją mi z zimna. No tak - w domu nikogo, ale okna otwarte. Właściwie wszystkie.
Kaaaaaaawy... I skarpetek.
Na słońce nie liczę. Chociaż... chwilę, chyba właśnie próbuje się do mnie przebić parę ciepłych promyczków - przecież lato kończy się dopiero za trzy tygodnie!
Za pierwszym jest jeszcze ciemno, więc przewracam się na drugi bok i powracam do snów o słońcu.
Za drugim - ilość chmur nad moją głową przekracza maksymalny poziom wakacyjnego zadowolenia, więc nakrywam głowę kołdrą, zwijam się w kłębek, bo z okna wieje jakimś zimnym, zdecydowanie nie letnim powietrzem. Znów zapadam się w poduszkę.
Za trzecim razem się udaje. Chmury chmurami, ale jest dziewiąta i głód wygania mnie spod kołdry. I tak zjem dopiero za 30 minut.
Dalej przez okno widzę tylko chmury, a stopy sztywnieją mi z zimna. No tak - w domu nikogo, ale okna otwarte. Właściwie wszystkie.
Kaaaaaaawy... I skarpetek.
Na słońce nie liczę. Chociaż... chwilę, chyba właśnie próbuje się do mnie przebić parę ciepłych promyczków - przecież lato kończy się dopiero za trzy tygodnie!
czwartek, 1 września 2011
Kawałek w białej koszuli
Taki miałam dziś dzień. W białej koszuli. I nie - nie jestem radosną (ani nie-radosną) uczennicą śpieszącą do szkoły. Jestem czasem-radosną studentką w dwóch trzecich pięknych wakacji.
Na początku zarzucano mi chodzenie bez spodni, ale w końcu z domu się tak nie ruszyłam, prawda?
A tak też należałoby kiedyś spróbować. Zanim lato się skończy!
Na początku zarzucano mi chodzenie bez spodni, ale w końcu z domu się tak nie ruszyłam, prawda?
A tak też należałoby kiedyś spróbować. Zanim lato się skończy!
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Kawałek zielony
Zielony jak cała miska cukinii (jakby było mi mało po Słowackim Wyjeździe z Gigantyczną Cukinią)
Zielony jak lakier do paznokci.
Zielony jak liście (choć ja już czuję trochę jesieni, a przecież mam jeszcze miesiąc wakacji!
I zielony jak nadzieja. Jutrzejszy wieczór będzie piękny.
Zielony jak lakier do paznokci.
Zielony jak liście (choć ja już czuję trochę jesieni, a przecież mam jeszcze miesiąc wakacji!
I zielony jak nadzieja. Jutrzejszy wieczór będzie piękny.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Kawałek leniwy.
My motto is "Ignorance is bliss"
I gdyby tak Pan W. wiedział na jak długo (na zawsze?) wyryło się to w naszych umysłach... Gdyby wiedział, że właśnie w chwilach takiej błogiej nieświadomości, lenistwa i ogólnego nastroju "mam wszystko głęboko i mi z tym dobrze" wyrzucaliśmy z siebie te słowa. Zawsze razem. Zawsze tym samym tonem. Równo. Do rytmu.Teraz zdarza mi się wyszeptać je pod nosem.
Lub wykrzyczeć pod prysznicem.
Ostatnio pomyślałam o nich nad filiżanką najlepszej kawy, plotkując z pannami z Galapagos. Ale za bardzo bałam się powiedzieć na głos. Choć było tak jak dawniej. Bałam się.
Niemniej jednak leniwie płynie mi czas. Przyjemnie. Bliss...
Choć i w góry się wybrałam, gdzie nie obyło się bez zmęczenia i przygód. Czasem słońce, czasem deszcz, bunkry, szałasy, lodowate strumienie... Potem robiło się coraz bardziej leniwie - najpierw "lekki" Słowacki Raj, potem spacer jedynie w Podwilku, a potem już tylko błogie lenistwo. Ale tego mi było trzeba. Nam było trzeba. Wspólne wieczory i ranki. Śniadania i kolacje. Radości i złości (moje oczywiście, bo to ja jestem niestabilna emocjonalnie). Plaża i pranie we "frani".
A teraz mój jedyny wierny czytelnik z moim nowym zdjęciem profilowym na facebooka dalej wędruje. A ja czekam. Jak ta Penelopa, nie przymierzając.
I wylewają się ze mnie słowa. Bo gdzieś muszą.
piątek, 12 sierpnia 2011
kawałek śniadaniowy
Kwintesencja wakacyjnych śniadań...
Duża patelnia, cukier, brak jakichkolwiek zmartwień. Jakoś tak... Moje wspomnienia mają zapachy. Ten kawałek lata ma zapach oleju, placków ziemniaczanych i Krabbelurer.
2 jajka
150 ml mleka
100 g cukru
450 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki oleju
tłuszcz do smażenia
cukier puder do dekoracji
Najprościej.
Lubię placki :)
Duża patelnia, cukier, brak jakichkolwiek zmartwień. Jakoś tak... Moje wspomnienia mają zapachy. Ten kawałek lata ma zapach oleju, placków ziemniaczanych i Krabbelurer.
2 jajka
150 ml mleka
100 g cukru
450 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki oleju
tłuszcz do smażenia
cukier puder do dekoracji
Najprościej.
Lubię placki :)
środa, 10 sierpnia 2011
kawałek poranny
Tak, jest 11.30.
Tak, uważam nadal, że to poranek:)
Wakacje są piękne, tylko czemu tak tu zimno? Za morzem nie było tak zimno... Deszcz sporo padał, ale i słońca nie brakowało co widać wyraźnie na moich plecach z opaloną chustą. Wróciłam trochę mokra, a trochę spalona. Pogryziona przez mrówki, stęskniona... I nadal tak samo niepewna. Bo tym razem wszystko było zbyt entuzjastyczne, wesołe i radosne. To też nie są warunki do podejmowania ważnych decyzji. Więc nadal nie wiem.
A ten zlot w Stanach to mi się trochę marzy.
W piątek w góry. Razem. Tak najpiękniej!
Tak, uważam nadal, że to poranek:)
Wakacje są piękne, tylko czemu tak tu zimno? Za morzem nie było tak zimno... Deszcz sporo padał, ale i słońca nie brakowało co widać wyraźnie na moich plecach z opaloną chustą. Wróciłam trochę mokra, a trochę spalona. Pogryziona przez mrówki, stęskniona... I nadal tak samo niepewna. Bo tym razem wszystko było zbyt entuzjastyczne, wesołe i radosne. To też nie są warunki do podejmowania ważnych decyzji. Więc nadal nie wiem.
A ten zlot w Stanach to mi się trochę marzy.
W piątek w góry. Razem. Tak najpiękniej!
niedziela, 24 lipca 2011
Kawałek śródwakacyjny
Pomiędzy wyjazdem a wyjazdem.
Pomiędzy lasem a szwedzkim polem.
Pomiędzy wejściem a wyjściem.
Pomiędzy decyzjami. Jedna podjęta. Chyba dobra. Tej radykalniejszej jeszcze trochę się boję. Poczekam do września. Ale sensu widzę już coraz mniej.
Tylko, że trudno tak porzucić 12 z 20 lat życia.
A póki co cieszę się latem.
Pomiędzy lasem a szwedzkim polem.
Pomiędzy wejściem a wyjściem.
Pomiędzy decyzjami. Jedna podjęta. Chyba dobra. Tej radykalniejszej jeszcze trochę się boję. Poczekam do września. Ale sensu widzę już coraz mniej.
Tylko, że trudno tak porzucić 12 z 20 lat życia.
A póki co cieszę się latem.
czwartek, 30 czerwca 2011
Kawałek pomiędzy lasami
A właściwie to pomiędzy jednym a drugim wyjazdem do tego samego lasu.
Frustracja, strach, śmiech przez łzy. Kilka naprawdę niesamowitych chwil i masa agresji wobec świata.
Trudno. Czasem musi być tak. Wrócę i... ... ... no właśnie. Nawet nie wiem co ze sobą zrobię.
A Płock powoli poznaję lepiej niż Warszawę;)
Frustracja, strach, śmiech przez łzy. Kilka naprawdę niesamowitych chwil i masa agresji wobec świata.
Trudno. Czasem musi być tak. Wrócę i... ... ... no właśnie. Nawet nie wiem co ze sobą zrobię.
A Płock powoli poznaję lepiej niż Warszawę;)
środa, 22 czerwca 2011
Kawałek przedobozowy
Zapakowana ciężarówka. I plecaki. I gitara stoi oparta o ścianę, gotowa do drogi... Jak co roku miesiąc w lesie. Jak co roku nie umiem inaczej, jak co roku się boję, jak co roku cieszę się także. 12 obóz. Ostatni obóz? Przedostatni? Środkowy? Nie wiadomo.
Las jest piękny. I niebo nad sosnami.
Ale obóz męczy. Po tej stronie placu apelowego.
Do zobaczenia!
Las jest piękny. I niebo nad sosnami.
Ale obóz męczy. Po tej stronie placu apelowego.
Do zobaczenia!
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Kawałek zmienny. A może zmianowy?
Changes = chances ?
Nie wiem. Świat pędzi i się zmienia. Ja się zmieniam. Wszystko się zmienia. Boję się zmian. Bałam się kiedyś tak bardzo. Bo wszystko wtedy się zmieniło na raz. I gwałtownie. A teraz myślę, że tak było lepiej - bo jak się zmienia gwałtownie to i reagować można gwałtownie. A jak się zmienia powoli, niezauważalnie... Cóż na taki "utajony proces" ciężko zareagować. Najtrudniej zareagować na taki proces w sobie. A ja chyba stoję w obliczu jego skutków osiągając największy, najcichszy i najbardziej niespodziewany harc-kryzys w moim życiu. Ciekawe czy to ostatni?
Ciężko podejmować decyzje związane z tak wielkim kawałkiem życia.
niedziela, 19 czerwca 2011
Kawałek nr. 11
Znowu na weekend pogoda postanowiła się popsuć. Przynajmniej w Warszawie. Żeby chociaż normalnie popadało, pogrzmiało. Ale nie. Zachmurzyło się i nic dalej. Tylko czasem chłodem powieje przez szczelinę w drzwiach.
Słońce wróciło do siebie, jakoś tak mi teraz puściej, mimo, że rodzina wróciła i generalnie to w domu więcej ludzi niż przez ostatni tydzień. Ale jak wiadomo liczy się ilość a nie jakość, prawda? Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć - ja nie mam nic przeciwko mej szalonej rodzinie, ale...
I tak sobie dziś wegetuję... Trochę wspominając, trochę jednak pracując, trochę czekając na dzisiejszy wieczór z Panną Anną.
Z uśmiechem na twarzy tym razem wegetuję. Tak też można.
A może zacznę fotosyntetyzować?
Słońce wróciło do siebie, jakoś tak mi teraz puściej, mimo, że rodzina wróciła i generalnie to w domu więcej ludzi niż przez ostatni tydzień. Ale jak wiadomo liczy się ilość a nie jakość, prawda? Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć - ja nie mam nic przeciwko mej szalonej rodzinie, ale...
I tak sobie dziś wegetuję... Trochę wspominając, trochę jednak pracując, trochę czekając na dzisiejszy wieczór z Panną Anną.
Z uśmiechem na twarzy tym razem wegetuję. Tak też można.
A może zacznę fotosyntetyzować?
piątek, 17 czerwca 2011
Kawałek urodzinowy
No to koniec nastoletnich czasów:)
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Słońce zniknęło akurat dziś, ale gdy rano wstałam Słońce było obok. I jak tu się smucić? Pięknie jest.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Owocowo bywa.
A sernik leży w lodówce i czeka na świeczki.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Słońce zniknęło akurat dziś, ale gdy rano wstałam Słońce było obok. I jak tu się smucić? Pięknie jest.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Owocowo bywa.
| to wszystko zjedliśmy z czekoladą |
| a to był naprawdę miły wieczór... |
A sernik leży w lodówce i czeka na świeczki.
środa, 15 czerwca 2011
Kawałek prawie wakacyjny
Słońce nieco świeci.
Ostatni egzamin za 3 godziny (i co z tego, że nic prawie nie wiem?)
Za tydzień będę w lesie. Pracować będę. I się stresować strasznie, ale tak właśnie wygląda początek moich wakacji od jakiegoś czasu. Czasem na to narzekam, ale nie umiem bez tego żyć. Weird, isn't it?
Ale i tak to wakacje. I czas płynie inaczej. I zmartwienia są inne. I wszystko jest inne.
Czyli prawie wakacje mam. Duuużo roboty, ale jednak wakacyjnej.
Jakoś to będzie, więc uśmiecham się do świata choć dalej wszystko przeraża. Trochę. Wciąż.
A póki co pouczę się chwilę jeszcze, pomyślę o zakupach obiadowych i cieszyć się będę, że jeszcze do soboty wszystko jest "razem".
Ostatni egzamin za 3 godziny (i co z tego, że nic prawie nie wiem?)
Za tydzień będę w lesie. Pracować będę. I się stresować strasznie, ale tak właśnie wygląda początek moich wakacji od jakiegoś czasu. Czasem na to narzekam, ale nie umiem bez tego żyć. Weird, isn't it?
Ale i tak to wakacje. I czas płynie inaczej. I zmartwienia są inne. I wszystko jest inne.
Czyli prawie wakacje mam. Duuużo roboty, ale jednak wakacyjnej.
Jakoś to będzie, więc uśmiecham się do świata choć dalej wszystko przeraża. Trochę. Wciąż.
A póki co pouczę się chwilę jeszcze, pomyślę o zakupach obiadowych i cieszyć się będę, że jeszcze do soboty wszystko jest "razem".
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Kawałek wspólny
Razem zasypiać.
Razem wstawać.
Razem jeść.
Razem się uczyć.
Razem na spacer. Z psem. I po zakupy.
I po okulary.
Lubię "razem". Wszystko wtedy jest piękniejsze.
P.S. Psa wyprowadziłam, jeśli ktoś się o niego ostatnio martwił.
Razem wstawać.
Razem jeść.
Razem się uczyć.
Razem na spacer. Z psem. I po zakupy.
I po okulary.
Lubię "razem". Wszystko wtedy jest piękniejsze.
P.S. Psa wyprowadziłam, jeśli ktoś się o niego ostatnio martwił.
piątek, 10 czerwca 2011
Kawałek kolejny.
To kto jeszcze chce mnie dobić?
Zapraszam, teraz to i tak już nie ma znaczenia.
Po prostu spadło mi wszystko na głowę, a Słońce zaraz przestanie znosić moje napady paniki.
Więc śmiało. Proszę kopać, gryźć, odbierać złudzenia i co tam jeszcze chcecie. Ja tylko zwinę się w kłębek, wgryzę w poduszkę i będę udawać, że nie czuję łez spływających po policzkach.
A pies niech wyprowadzi się sam. Biedny.
Zapraszam, teraz to i tak już nie ma znaczenia.
Po prostu spadło mi wszystko na głowę, a Słońce zaraz przestanie znosić moje napady paniki.
Więc śmiało. Proszę kopać, gryźć, odbierać złudzenia i co tam jeszcze chcecie. Ja tylko zwinę się w kłębek, wgryzę w poduszkę i będę udawać, że nie czuję łez spływających po policzkach.
A pies niech wyprowadzi się sam. Biedny.
czwartek, 9 czerwca 2011
Kawałek leniwo - naukowy
Mimo sprzeczności w tytule taki kawałek w życiu moim zaistniał.
Siedzę z laptopem na kolanach udając, że przeglądam slajdy na poniedziałkowy egzamin z HMP, a Słońce zawzięcie całkuje przy moim biurku. Nie mogę się nie uśmiechać gdy tak na niego patrzę...
A nauka moja odpływa w siną dal...
I wszystko wydaje się ciekawsze.
A on dalej zawzięcie liczy.
Siedzę z laptopem na kolanach udając, że przeglądam slajdy na poniedziałkowy egzamin z HMP, a Słońce zawzięcie całkuje przy moim biurku. Nie mogę się nie uśmiechać gdy tak na niego patrzę...
A nauka moja odpływa w siną dal...
I wszystko wydaje się ciekawsze.
A on dalej zawzięcie liczy.
wtorek, 7 czerwca 2011
Kawałek arbuzowo-upalny
Sok z arbuza spływa mi po ręce. Zlizuję go przeskakując przez kabel od wentylatora. Turkusowy lakier na stopach ledwo wysechł, ale wysechł, uff. Fuck. Znowu się zaczytałam! Trochę w reportażach z Himalajów, trochę w notatkach z informatyki, które teraz nerwowo wpycham do torby. Doczytam w metrze, będzie dobrze.
Gorąco... Więc już po dotarciu do drzwi czuję strużkę potu płynącą mi po plecach, a muszę jeszcze dotrzeć z Natolina na Ochotę. Jakoś to będzie. Klucze, jak zawsze w takich momentach, postanowiły się wybrać na wycieczkę po mieszkaniu. Pytanie tylko gdzie dotarły. A! Leżą w kuchni. Zamykam za sobą drzwi, raz jeszcze nerwowo spoglądam na zegarek. Na złamanie karku pędzę do metra. Tu przynajmniej jest chłodno... Siadam na ławce, spoglądam raz jeszcze na godzinę. Uff... Dobrze. Zdążę... I po co byłą ta panika?
Zdążyłam. Nauczona.
A arbuz przypomniał mi poprzednie wakacje i arbuzowe sałatki w sierpniu.
SAŁATKA Z ARBUZA I FETY
Tak, brzmi dziwnie, ale jest bardzo, bardzo dobra i prosta w przygotowaniu.
Potrzeba jedynie:
- arbuza pokrojonego w grubą kostkę
- słoik czarnych oliwek
- opakowanie fety, pokruszone
- pęczek mięty i natki pietruszki
- 1 czerwona cebula pokrojona w piórka
- odrobina soku z cytryny
niedziela, 5 czerwca 2011
Kawałek całkiem letni
Powiedzmy sobie szczerze - nie jestem wyłącznie narzekającą, małą pesymistką. Cieszyć też się umiem:) Więc się cieszę wczorajszym wieczorem z masą jedzenia i dwoma filmami w doborowym towarzystwie. Cieszę się słońcem. I Słońcem. Słowami mówionymi i pisanymi. I perspektywą wakacji... w sierpniu:) Wcześniej trochę się pouczę, trochę poharcuję, trochę odpocznę, ale prawdziwie wakacyjnie będzie w drugiej połowie sierpnia. I (oby!) września.
Czasem uśmiecham się do świata.
Na przykład dziś.
Czasem uśmiecham się do świata.
Na przykład dziś.
sobota, 4 czerwca 2011
Kawałek przedpołudniowo-naukowy
Za trzy godziny trzeba wyjść i wykazać się wiedzą. Po raz kolejny na ten sam temat, bo dwa razy już się nie udało. I jak mam uwierzyć, że teraz się uda?
I tak siedzę sobie, liczę, czytam, rysuję wykresy, staram się pamiętać. Ale pamięć mam wybiórczą i woli pamiętać co innego. Niech ktoś potrzyma za mnie kciuki!
A wczoraj, nieświadomie, wśród miłej atmosfery i wesołej zabawy Ktoś wywołał u mnie łzy. Piosenką. I nawet nie mógł wiedzieć... A kiedyś tyle wiedział.
I tak siedzę sobie, liczę, czytam, rysuję wykresy, staram się pamiętać. Ale pamięć mam wybiórczą i woli pamiętać co innego. Niech ktoś potrzyma za mnie kciuki!
A wczoraj, nieświadomie, wśród miłej atmosfery i wesołej zabawy Ktoś wywołał u mnie łzy. Piosenką. I nawet nie mógł wiedzieć... A kiedyś tyle wiedział.
piątek, 3 czerwca 2011
Kawałek popólnocny
To taka pora kiedy często chcę krzyczeć. Płakać. Wyć. Zagryźć palce. Schować głowę.
A czasem mam przed oczyma pustkę. I w głowie też. To zła pora. Wieczorami jest gorzej. Nocą jest gorzej. Nie lubię zasypiać. Lubię spać. Lubię się budzić. Ale nie cierpię zasypiać. Sama. Wtedy wszystko jest straszne. Wszystko bardziej boli.
A najbardziej kuriozalne jest to, że rano wstaję jak gdyby nigdy nic. I wszystko jakoś się toczy. Bez reelacji, ale i bez tej nocnej rozpaczy i paniki.
Gdy zasypiam sama to po prostu się boję.
A Słońce śpi 1700 metrów stąd. O tej porze to wydaje się być w innym wszechświecie.
A czasem mam przed oczyma pustkę. I w głowie też. To zła pora. Wieczorami jest gorzej. Nocą jest gorzej. Nie lubię zasypiać. Lubię spać. Lubię się budzić. Ale nie cierpię zasypiać. Sama. Wtedy wszystko jest straszne. Wszystko bardziej boli.
A najbardziej kuriozalne jest to, że rano wstaję jak gdyby nigdy nic. I wszystko jakoś się toczy. Bez reelacji, ale i bez tej nocnej rozpaczy i paniki.
Gdy zasypiam sama to po prostu się boję.
A Słońce śpi 1700 metrów stąd. O tej porze to wydaje się być w innym wszechświecie.
czwartek, 2 czerwca 2011
Kawałek początku
Nie wiem czemu naszła mnie ochota dzielenia się ze światem kawałkami mojego świata.
Opisuję go dla siebie od 10 lat, rzadko komu dając w mój świat wgląd aż tu nagle rewolucja.
To będą tylko hasła zazwyczaj. Właśnie takie kawałki. A czasem coś zupełnie innego.
Welcome:)
Opisuję go dla siebie od 10 lat, rzadko komu dając w mój świat wgląd aż tu nagle rewolucja.
To będą tylko hasła zazwyczaj. Właśnie takie kawałki. A czasem coś zupełnie innego.
Welcome:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)