A właściwie to pomiędzy jednym a drugim wyjazdem do tego samego lasu.
Frustracja, strach, śmiech przez łzy. Kilka naprawdę niesamowitych chwil i masa agresji wobec świata.
Trudno. Czasem musi być tak. Wrócę i... ... ... no właśnie. Nawet nie wiem co ze sobą zrobię.
A Płock powoli poznaję lepiej niż Warszawę;)
czwartek, 30 czerwca 2011
środa, 22 czerwca 2011
Kawałek przedobozowy
Zapakowana ciężarówka. I plecaki. I gitara stoi oparta o ścianę, gotowa do drogi... Jak co roku miesiąc w lesie. Jak co roku nie umiem inaczej, jak co roku się boję, jak co roku cieszę się także. 12 obóz. Ostatni obóz? Przedostatni? Środkowy? Nie wiadomo.
Las jest piękny. I niebo nad sosnami.
Ale obóz męczy. Po tej stronie placu apelowego.
Do zobaczenia!
Las jest piękny. I niebo nad sosnami.
Ale obóz męczy. Po tej stronie placu apelowego.
Do zobaczenia!
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Kawałek zmienny. A może zmianowy?
Changes = chances ?
Nie wiem. Świat pędzi i się zmienia. Ja się zmieniam. Wszystko się zmienia. Boję się zmian. Bałam się kiedyś tak bardzo. Bo wszystko wtedy się zmieniło na raz. I gwałtownie. A teraz myślę, że tak było lepiej - bo jak się zmienia gwałtownie to i reagować można gwałtownie. A jak się zmienia powoli, niezauważalnie... Cóż na taki "utajony proces" ciężko zareagować. Najtrudniej zareagować na taki proces w sobie. A ja chyba stoję w obliczu jego skutków osiągając największy, najcichszy i najbardziej niespodziewany harc-kryzys w moim życiu. Ciekawe czy to ostatni?
Ciężko podejmować decyzje związane z tak wielkim kawałkiem życia.
niedziela, 19 czerwca 2011
Kawałek nr. 11
Znowu na weekend pogoda postanowiła się popsuć. Przynajmniej w Warszawie. Żeby chociaż normalnie popadało, pogrzmiało. Ale nie. Zachmurzyło się i nic dalej. Tylko czasem chłodem powieje przez szczelinę w drzwiach.
Słońce wróciło do siebie, jakoś tak mi teraz puściej, mimo, że rodzina wróciła i generalnie to w domu więcej ludzi niż przez ostatni tydzień. Ale jak wiadomo liczy się ilość a nie jakość, prawda? Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć - ja nie mam nic przeciwko mej szalonej rodzinie, ale...
I tak sobie dziś wegetuję... Trochę wspominając, trochę jednak pracując, trochę czekając na dzisiejszy wieczór z Panną Anną.
Z uśmiechem na twarzy tym razem wegetuję. Tak też można.
A może zacznę fotosyntetyzować?
Słońce wróciło do siebie, jakoś tak mi teraz puściej, mimo, że rodzina wróciła i generalnie to w domu więcej ludzi niż przez ostatni tydzień. Ale jak wiadomo liczy się ilość a nie jakość, prawda? Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć - ja nie mam nic przeciwko mej szalonej rodzinie, ale...
I tak sobie dziś wegetuję... Trochę wspominając, trochę jednak pracując, trochę czekając na dzisiejszy wieczór z Panną Anną.
Z uśmiechem na twarzy tym razem wegetuję. Tak też można.
A może zacznę fotosyntetyzować?
piątek, 17 czerwca 2011
Kawałek urodzinowy
No to koniec nastoletnich czasów:)
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Słońce zniknęło akurat dziś, ale gdy rano wstałam Słońce było obok. I jak tu się smucić? Pięknie jest.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Owocowo bywa.
A sernik leży w lodówce i czeka na świeczki.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Słońce zniknęło akurat dziś, ale gdy rano wstałam Słońce było obok. I jak tu się smucić? Pięknie jest.
Miły tydzień mam, choć mimo wakacji roboty nie ubyło. Owocowo bywa.
| to wszystko zjedliśmy z czekoladą |
| a to był naprawdę miły wieczór... |
A sernik leży w lodówce i czeka na świeczki.
środa, 15 czerwca 2011
Kawałek prawie wakacyjny
Słońce nieco świeci.
Ostatni egzamin za 3 godziny (i co z tego, że nic prawie nie wiem?)
Za tydzień będę w lesie. Pracować będę. I się stresować strasznie, ale tak właśnie wygląda początek moich wakacji od jakiegoś czasu. Czasem na to narzekam, ale nie umiem bez tego żyć. Weird, isn't it?
Ale i tak to wakacje. I czas płynie inaczej. I zmartwienia są inne. I wszystko jest inne.
Czyli prawie wakacje mam. Duuużo roboty, ale jednak wakacyjnej.
Jakoś to będzie, więc uśmiecham się do świata choć dalej wszystko przeraża. Trochę. Wciąż.
A póki co pouczę się chwilę jeszcze, pomyślę o zakupach obiadowych i cieszyć się będę, że jeszcze do soboty wszystko jest "razem".
Ostatni egzamin za 3 godziny (i co z tego, że nic prawie nie wiem?)
Za tydzień będę w lesie. Pracować będę. I się stresować strasznie, ale tak właśnie wygląda początek moich wakacji od jakiegoś czasu. Czasem na to narzekam, ale nie umiem bez tego żyć. Weird, isn't it?
Ale i tak to wakacje. I czas płynie inaczej. I zmartwienia są inne. I wszystko jest inne.
Czyli prawie wakacje mam. Duuużo roboty, ale jednak wakacyjnej.
Jakoś to będzie, więc uśmiecham się do świata choć dalej wszystko przeraża. Trochę. Wciąż.
A póki co pouczę się chwilę jeszcze, pomyślę o zakupach obiadowych i cieszyć się będę, że jeszcze do soboty wszystko jest "razem".
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Kawałek wspólny
Razem zasypiać.
Razem wstawać.
Razem jeść.
Razem się uczyć.
Razem na spacer. Z psem. I po zakupy.
I po okulary.
Lubię "razem". Wszystko wtedy jest piękniejsze.
P.S. Psa wyprowadziłam, jeśli ktoś się o niego ostatnio martwił.
Razem wstawać.
Razem jeść.
Razem się uczyć.
Razem na spacer. Z psem. I po zakupy.
I po okulary.
Lubię "razem". Wszystko wtedy jest piękniejsze.
P.S. Psa wyprowadziłam, jeśli ktoś się o niego ostatnio martwił.
piątek, 10 czerwca 2011
Kawałek kolejny.
To kto jeszcze chce mnie dobić?
Zapraszam, teraz to i tak już nie ma znaczenia.
Po prostu spadło mi wszystko na głowę, a Słońce zaraz przestanie znosić moje napady paniki.
Więc śmiało. Proszę kopać, gryźć, odbierać złudzenia i co tam jeszcze chcecie. Ja tylko zwinę się w kłębek, wgryzę w poduszkę i będę udawać, że nie czuję łez spływających po policzkach.
A pies niech wyprowadzi się sam. Biedny.
Zapraszam, teraz to i tak już nie ma znaczenia.
Po prostu spadło mi wszystko na głowę, a Słońce zaraz przestanie znosić moje napady paniki.
Więc śmiało. Proszę kopać, gryźć, odbierać złudzenia i co tam jeszcze chcecie. Ja tylko zwinę się w kłębek, wgryzę w poduszkę i będę udawać, że nie czuję łez spływających po policzkach.
A pies niech wyprowadzi się sam. Biedny.
czwartek, 9 czerwca 2011
Kawałek leniwo - naukowy
Mimo sprzeczności w tytule taki kawałek w życiu moim zaistniał.
Siedzę z laptopem na kolanach udając, że przeglądam slajdy na poniedziałkowy egzamin z HMP, a Słońce zawzięcie całkuje przy moim biurku. Nie mogę się nie uśmiechać gdy tak na niego patrzę...
A nauka moja odpływa w siną dal...
I wszystko wydaje się ciekawsze.
A on dalej zawzięcie liczy.
Siedzę z laptopem na kolanach udając, że przeglądam slajdy na poniedziałkowy egzamin z HMP, a Słońce zawzięcie całkuje przy moim biurku. Nie mogę się nie uśmiechać gdy tak na niego patrzę...
A nauka moja odpływa w siną dal...
I wszystko wydaje się ciekawsze.
A on dalej zawzięcie liczy.
wtorek, 7 czerwca 2011
Kawałek arbuzowo-upalny
Sok z arbuza spływa mi po ręce. Zlizuję go przeskakując przez kabel od wentylatora. Turkusowy lakier na stopach ledwo wysechł, ale wysechł, uff. Fuck. Znowu się zaczytałam! Trochę w reportażach z Himalajów, trochę w notatkach z informatyki, które teraz nerwowo wpycham do torby. Doczytam w metrze, będzie dobrze.
Gorąco... Więc już po dotarciu do drzwi czuję strużkę potu płynącą mi po plecach, a muszę jeszcze dotrzeć z Natolina na Ochotę. Jakoś to będzie. Klucze, jak zawsze w takich momentach, postanowiły się wybrać na wycieczkę po mieszkaniu. Pytanie tylko gdzie dotarły. A! Leżą w kuchni. Zamykam za sobą drzwi, raz jeszcze nerwowo spoglądam na zegarek. Na złamanie karku pędzę do metra. Tu przynajmniej jest chłodno... Siadam na ławce, spoglądam raz jeszcze na godzinę. Uff... Dobrze. Zdążę... I po co byłą ta panika?
Zdążyłam. Nauczona.
A arbuz przypomniał mi poprzednie wakacje i arbuzowe sałatki w sierpniu.
SAŁATKA Z ARBUZA I FETY
Tak, brzmi dziwnie, ale jest bardzo, bardzo dobra i prosta w przygotowaniu.
Potrzeba jedynie:
- arbuza pokrojonego w grubą kostkę
- słoik czarnych oliwek
- opakowanie fety, pokruszone
- pęczek mięty i natki pietruszki
- 1 czerwona cebula pokrojona w piórka
- odrobina soku z cytryny
niedziela, 5 czerwca 2011
Kawałek całkiem letni
Powiedzmy sobie szczerze - nie jestem wyłącznie narzekającą, małą pesymistką. Cieszyć też się umiem:) Więc się cieszę wczorajszym wieczorem z masą jedzenia i dwoma filmami w doborowym towarzystwie. Cieszę się słońcem. I Słońcem. Słowami mówionymi i pisanymi. I perspektywą wakacji... w sierpniu:) Wcześniej trochę się pouczę, trochę poharcuję, trochę odpocznę, ale prawdziwie wakacyjnie będzie w drugiej połowie sierpnia. I (oby!) września.
Czasem uśmiecham się do świata.
Na przykład dziś.
Czasem uśmiecham się do świata.
Na przykład dziś.
sobota, 4 czerwca 2011
Kawałek przedpołudniowo-naukowy
Za trzy godziny trzeba wyjść i wykazać się wiedzą. Po raz kolejny na ten sam temat, bo dwa razy już się nie udało. I jak mam uwierzyć, że teraz się uda?
I tak siedzę sobie, liczę, czytam, rysuję wykresy, staram się pamiętać. Ale pamięć mam wybiórczą i woli pamiętać co innego. Niech ktoś potrzyma za mnie kciuki!
A wczoraj, nieświadomie, wśród miłej atmosfery i wesołej zabawy Ktoś wywołał u mnie łzy. Piosenką. I nawet nie mógł wiedzieć... A kiedyś tyle wiedział.
I tak siedzę sobie, liczę, czytam, rysuję wykresy, staram się pamiętać. Ale pamięć mam wybiórczą i woli pamiętać co innego. Niech ktoś potrzyma za mnie kciuki!
A wczoraj, nieświadomie, wśród miłej atmosfery i wesołej zabawy Ktoś wywołał u mnie łzy. Piosenką. I nawet nie mógł wiedzieć... A kiedyś tyle wiedział.
piątek, 3 czerwca 2011
Kawałek popólnocny
To taka pora kiedy często chcę krzyczeć. Płakać. Wyć. Zagryźć palce. Schować głowę.
A czasem mam przed oczyma pustkę. I w głowie też. To zła pora. Wieczorami jest gorzej. Nocą jest gorzej. Nie lubię zasypiać. Lubię spać. Lubię się budzić. Ale nie cierpię zasypiać. Sama. Wtedy wszystko jest straszne. Wszystko bardziej boli.
A najbardziej kuriozalne jest to, że rano wstaję jak gdyby nigdy nic. I wszystko jakoś się toczy. Bez reelacji, ale i bez tej nocnej rozpaczy i paniki.
Gdy zasypiam sama to po prostu się boję.
A Słońce śpi 1700 metrów stąd. O tej porze to wydaje się być w innym wszechświecie.
A czasem mam przed oczyma pustkę. I w głowie też. To zła pora. Wieczorami jest gorzej. Nocą jest gorzej. Nie lubię zasypiać. Lubię spać. Lubię się budzić. Ale nie cierpię zasypiać. Sama. Wtedy wszystko jest straszne. Wszystko bardziej boli.
A najbardziej kuriozalne jest to, że rano wstaję jak gdyby nigdy nic. I wszystko jakoś się toczy. Bez reelacji, ale i bez tej nocnej rozpaczy i paniki.
Gdy zasypiam sama to po prostu się boję.
A Słońce śpi 1700 metrów stąd. O tej porze to wydaje się być w innym wszechświecie.
czwartek, 2 czerwca 2011
Kawałek początku
Nie wiem czemu naszła mnie ochota dzielenia się ze światem kawałkami mojego świata.
Opisuję go dla siebie od 10 lat, rzadko komu dając w mój świat wgląd aż tu nagle rewolucja.
To będą tylko hasła zazwyczaj. Właśnie takie kawałki. A czasem coś zupełnie innego.
Welcome:)
Opisuję go dla siebie od 10 lat, rzadko komu dając w mój świat wgląd aż tu nagle rewolucja.
To będą tylko hasła zazwyczaj. Właśnie takie kawałki. A czasem coś zupełnie innego.
Welcome:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)