wtorek, 7 czerwca 2011

Kawałek arbuzowo-upalny


Sok z arbuza spływa mi po ręce. Zlizuję go przeskakując przez kabel od wentylatora. Turkusowy lakier na stopach ledwo wysechł, ale wysechł, uff. Fuck. Znowu się zaczytałam! Trochę w reportażach z Himalajów, trochę w notatkach z informatyki, które teraz nerwowo wpycham do torby. Doczytam w metrze, będzie dobrze.

Gorąco... Więc już po dotarciu do drzwi czuję strużkę potu płynącą mi po plecach, a muszę jeszcze dotrzeć z Natolina na Ochotę. Jakoś to będzie. Klucze, jak zawsze w takich momentach, postanowiły się wybrać na wycieczkę po mieszkaniu. Pytanie tylko gdzie dotarły. A! Leżą w kuchni. Zamykam za sobą drzwi, raz jeszcze nerwowo spoglądam na zegarek. Na złamanie karku pędzę do metra. Tu przynajmniej jest chłodno... Siadam na ławce, spoglądam raz jeszcze na godzinę. Uff... Dobrze. Zdążę... I po co byłą ta panika?

Zdążyłam. Nauczona.
A arbuz przypomniał mi poprzednie wakacje i arbuzowe sałatki w sierpniu.

 SAŁATKA Z ARBUZA I FETY
Tak, brzmi dziwnie, ale jest bardzo, bardzo dobra i prosta w przygotowaniu.
Potrzeba jedynie:
  • arbuza pokrojonego w grubą kostkę
  • słoik czarnych oliwek
  • opakowanie fety, pokruszone
  • pęczek mięty i natki pietruszki
  • 1 czerwona cebula pokrojona w piórka
  • odrobina soku z cytryny
I już:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz