czwartek, 25 sierpnia 2011

Kawałek leniwy.

My motto is "Ignorance is bliss"
I gdyby tak Pan W. wiedział na jak długo (na zawsze?) wyryło się to w naszych umysłach... Gdyby wiedział, że właśnie w chwilach takiej błogiej nieświadomości, lenistwa i ogólnego nastroju "mam wszystko głęboko i mi z tym dobrze" wyrzucaliśmy z siebie te słowa. Zawsze razem. Zawsze tym samym tonem. Równo. Do rytmu.
Teraz zdarza mi się wyszeptać je pod nosem.
Lub wykrzyczeć pod prysznicem.
Ostatnio pomyślałam o nich nad filiżanką najlepszej kawy, plotkując z pannami z Galapagos. Ale za bardzo bałam się powiedzieć na głos. Choć było tak jak dawniej. Bałam się.

Niemniej jednak leniwie płynie mi czas. Przyjemnie. Bliss...
Choć i w góry się wybrałam, gdzie nie obyło się bez zmęczenia i przygód. Czasem słońce, czasem deszcz, bunkry, szałasy, lodowate strumienie... Potem robiło się coraz bardziej leniwie - najpierw "lekki" Słowacki Raj, potem spacer jedynie w Podwilku, a potem już tylko błogie lenistwo. Ale tego mi było trzeba. Nam było trzeba. Wspólne wieczory i ranki. Śniadania i kolacje. Radości i złości (moje oczywiście, bo to ja jestem niestabilna emocjonalnie). Plaża i pranie we "frani".

A teraz mój jedyny wierny czytelnik z moim nowym zdjęciem profilowym na facebooka dalej wędruje. A ja czekam. Jak ta Penelopa, nie przymierzając.

I wylewają się ze mnie słowa. Bo gdzieś muszą.

2 komentarze:

  1. No, ja bym nie była taka pewna, czy wierny jeden tylko czytelnik... Podczytywaczka też jest jedna, chociaż niewierna ;) (http://abigail-milczenie.blogspot.com/) Motto mi się podoba...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet jak niewierna to cieszy:)

    OdpowiedzUsuń