Poszłam dziś na ślub. Ślub znajomej. Takiej starszej trochę, takiej ważnej, bo pokazała sporo świata i zaraziła wielką pasją (i sprawiła, że do dziś zasnąć nie mogę jak po zbiórce zostawię w torbie zwinięty mundur i wstawać muszę i wieszać go na wieszak albo składać). I spotkałam trochę z dawna nie widzianych ludzi. I jeszcze jedną taką, co też ważna była. I tak patrzyłam... Myślałam... I słuchałam "jak myśmy wyrośli". I rzeczywiście. Przecież dopiero co był pierwszy obóz... A teraz tyle z nas było już na "ostatnim"...
Niemniej jednak, pomimo tych bardzo zadumanych momentów rozmawiało się fantastycznie. Chyba właśnie dlatego, żeśmy wyrośli:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz