Nie lubię się spóźniać. Nie lubię jak ktoś się spóźnia. Nie lubię jak coś się spóźnia. Na przykład moja gotowość na coś. Przyszła za późno i teraz mogę tylko patrzeć jak ktoś inny przeżywa moje plany i osiąga cele, których się bałam, a na które jestem już (ach, za późno!) gotowa. Więc teraz się przejmuję, martwię trochę, odbieram to co się dookoła dzieje jak osobistą porażkę, a to przecież czyjś sukces. Ajajaj... I taaaaaki kawał życia rozpada się na (nomen omen) kawałki.
A poza tym kawałek spóźniony, bo naprawdę tyle było pięknych dni! Ale za piękne były by spędzać czas przed komputerem i pisać, więc podejrzeć można głównie mniej cudowne kawałki mojego życia. Za co przepraszam i nieśmiało obiecuję poprawę. Jeśli i u mnie się poprawi. Ale chyba musi.
poniedziałek, 24 października 2011
wtorek, 18 października 2011
Kawałek przejęty
"Przejęty", bo się przejmuję. Im mniej mam na coś wpływ, im bardziej się wycofuję, tym bardziej się przejmuję i złości mnie masa rzeczy. Nie wiem czemu, nie wiem po co. Nie ma to znaczenia dla nikogo, tylko mi spędza sen z powiek.
Ale może to lepiej. Może warto. Może trzeba...
Może, może, może...
Ale może to lepiej. Może warto. Może trzeba...
Może, może, może...
czwartek, 13 października 2011
Kawałek układanki
Wszystko mi fika koziołki w środku. I nie mogę przestać się uśmiechać. I tańczę na spacerze z psem.
I jestem sobą. Musiałam zrobić kilka kroków wstecz, ale warto było. Nie można zawsze ślepo iść do przodu. Do góry. Teraz składam się na nowo. Mam po co. Mam siłę. Wracam do punktu wyjścia i zaczynam od nowa. Tak czuję, choć przecież wszystko idzie w przód. Ale dobrze mi tak. I już.
I jestem sobą. Musiałam zrobić kilka kroków wstecz, ale warto było. Nie można zawsze ślepo iść do przodu. Do góry. Teraz składam się na nowo. Mam po co. Mam siłę. Wracam do punktu wyjścia i zaczynam od nowa. Tak czuję, choć przecież wszystko idzie w przód. Ale dobrze mi tak. I już.
poniedziałek, 3 października 2011
Kawałek po wakacjach
Się skończyły.
Nad wyraz upalnie (niespodziewanie!) było w Paryżu, stopy odpadają, ale te nieskończone spacery nie dadzą się zapomnieć. Trudno po takim finale wracać do codzienności.
I trudno się budzić w samotności...
Sierpniowo-wrześniowe podróże małe i duże sprawiły, że te wakacje były chyba najlepsze. Najlepsze w życiu.
Dziękuję!
Nad wyraz upalnie (niespodziewanie!) było w Paryżu, stopy odpadają, ale te nieskończone spacery nie dadzą się zapomnieć. Trudno po takim finale wracać do codzienności.
I trudno się budzić w samotności...
Sierpniowo-wrześniowe podróże małe i duże sprawiły, że te wakacje były chyba najlepsze. Najlepsze w życiu.
Dziękuję!
Subskrybuj:
Posty (Atom)