Mamy jesień i mamy ostatnią sobotę wakacji.
Mieliśmy ładną pogodę, spacer i rolki i trochę imieninowego świętowania. I radość.
A teraz ja mam deszcz, kanapę w kwiatki, echo w mieszkaniu i przeczucie, że znowu pozwoliłam zbyt wielu rzeczom się popsuć, bo bałam się ruszyć spod kołdry. Bo nie wiedziałam jak i po co. A teraz musi być zrobione, załatwione, gotowe na wczoraj, na miesiąc temu... a ja... się znowu zgubiłam.
I jak zwykle, zamiast się odnaleźć i ogarnąć, piszę. A to nic nie zmienia. Tylko gorzej mi ze sobą.
Usłysz mnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz