Trzy razy próbuję się obudzić.
Za pierwszym jest jeszcze ciemno, więc przewracam się na drugi bok i powracam do snów o słońcu.
Za drugim - ilość chmur nad moją głową przekracza maksymalny poziom wakacyjnego zadowolenia, więc nakrywam głowę kołdrą, zwijam się w kłębek, bo z okna wieje jakimś zimnym, zdecydowanie nie letnim powietrzem. Znów zapadam się w poduszkę.
Za trzecim razem się udaje. Chmury chmurami, ale jest dziewiąta i głód wygania mnie spod kołdry. I tak zjem dopiero za 30 minut.
Dalej przez okno widzę tylko chmury, a stopy sztywnieją mi z zimna. No tak - w domu nikogo, ale okna otwarte. Właściwie wszystkie.
Kaaaaaaawy... I skarpetek.
Na słońce nie liczę. Chociaż... chwilę, chyba właśnie próbuje się do mnie przebić parę ciepłych promyczków - przecież lato kończy się dopiero za trzy tygodnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz